Jestem grafikiem użytkowym — i tak siebie przede wszystkim widzę. Projektuję znaki firmowe wraz z księgami znaku, systemy identyfikacji wizualnej, materiały drukowane i oznakowanie przestrzeni. Grafika użytkowa to dla mnie projektowanie, które ma konkretną robotę do wykonania: pokazać, poinformować, poprowadzić, sprzedać.
Druga noga to programowanie. Serwisy stawiam na autorskim systemie zarządzania treścią, który rozwijam nieprzerwanie od 2003 roku — dzięki temu projekt graficzny nie rozbija się o ograniczenia gotowego szablonu, a redaktor dostaje panel dopasowany do tego, jak realnie pracuje.
Własną działalność w branży kreatywnej prowadzę od 1998 roku. Najdłuższe współprace trwają ponad dziesięć lat.
Najwięcej realizacji mam dla instytucji, które potrzebują serwisu prowadzonego przez własnych ludzi, bez działu IT za plecami — parafii, kurii, zgromadzeń zakonnych, fundacji i szkół. Równolegle pracuję dla urzędów i spółek miejskich oraz dla firm handlowych i usługowych.
Zaczynałem od rzemiosła — pięć lat przy stolarce meblowej i konstrukcyjnej, gdzie liczy się myślenie przestrzenne i milimetrowa precyzja. Od 1998 roku pracowałem jako grafik w agencji reklamowej, równolegle prowadząc własną działalność — i to grafika, nie kod, jest moim właściwym warsztatem. Programowania nauczyłem się później, żeby móc doprowadzać własne projekty do końca.
Równolegle, od szesnastego roku życia, nieprzerwanie fotografuję — reportaż i fotografia reklamowa. Z czasem doszły panoramy sferyczne i wirtualne spacery, które dziś często są częścią serwisów, jakie wdrażam.
W Urzędzie Miasta Szczecin odpowiadałem jako główny specjalista za warstwę wizualną marki miasta: koordynację strategii „Szczecin Floating Garden", System Identyfikacji Wizualnej i katalog Systemu Informacji Miejskiej. Od 2013 roku koordynuję projekty kulturalne i społeczne w Fundacji JEGO i Klubie Jego42.
Rdzeniem jest grafika użytkowa — pozostałe obszary ją obsługują. W praktyce oznacza to, że projekt nie rozbija się o możliwości techniczne przy wdrożeniu, tablica czy wystawa da się naprawdę wyprodukować i zmontować, a znak firmowy dostaje spójny system, nie tylko plik z logo.
Zaczynam od rozmowy o tym, co strona ma realnie załatwiać — kto będzie ją prowadził, co się na niej zmienia co tydzień, a co raz na rok. Dopiero potem powstaje projekt. Wycenę i zakres ustalam z góry, a postęp prac widzisz na bieżąco: każde zlecenie ma własny adres, pod którym sprawdzisz, co zostało zrobione i co jest w toku.
Po uruchomieniu serwisu nie znikam. Większość moich klientów zostaje na stałej opiece — to dla mnie normalny tryb pracy, nie dodatkowa usługa.
Napisz albo zadzwoń — bez zobowiązań ustalimy, czego potrzebujesz i ile to zajmie.